Katolicka Poradnia Małżeńsko–Rodzinna w parafii Podwyższenia Krzyża Św. w Sosnowcu – Środuli

wspomnienia spisane przez panią Elżbietę Ryszka

Z historii

We wczesnych latach powojennych katolicy na Środuli marzyli o budowie kościoła, niestety, władze bawiły się w przysłowiowego „kotka i myszkę”. Obiecywano wydać zezwolenie dla istniejącej tu parafii, ale wszystko kończyło się na słowach. Lata mijały, parafia krzepła, zmieniali się księża, przybywało mieszkańców. Osiedle rosło w oczach, wciąż stawiano nowe bloki. 17 maja 1975 roku zmienił się ksiądz proboszcz. Ksiądz Piotr Marchewka odszedł do Wojkowic, a parafię na Środuli objął ks. Czesław Kempa. Jednym z jego wikariuszy był ks. Antoni Sławiński – sercanin. Właśnie temu zgromadzeniu w 1980 roku powierzono administrowanie parafią na Środuli. Ówczesny Biskup Częstochowski Stefan Bareła bardzo liczył na to, że może Księżom Sercanom uda się wybudować na Środuli nową świątynię.

25 września 1980 roku Księża Sercanie objęli parafię. Proboszczem został ks. Stanisław Filipiak SCJ. Początkowo miał do pomocy dwóch zakonników: ks. Antoniego Sławińskiego SCJ oraz ks. Andrzeja Szczepanka SCJ. Po ich odejściu przyszło trzech następnych sercanów: ks. Władysław Zięba, ks. Tadeusz Mazur oraz ks. Zbigniew Bojar. Zamieszkali w osiedlowym bloku. Również katechizacja odbywała się zaadoptowanych w tym celu pomieszczeniach w bloku. Ostro zabrano się do starań o zezwolenie na budowę kościoła. Rozpoczęły się targi o lokalizację. Jedną z propozycji władzy było, żeby kościół stanął obok cmentarza, a więc daleko poza osiedlem. Jednak główny problem dotyczył samego projektu. W międzyczasie ks. Proboszcz postawił nową kaplicę. Wybudowano ją w ciągu miesiąca. Dawna „kuźnia” nie umywała się do nowego obiektu. Ruszyły inicjatywy duszpasterskie. I w tym czasie zaczęła się historia poradnictwa małżeńsko – rodzinnego na Środuli.

Zaprzyjaźniony z naszą rodziną ks. Władysław Zięba (wikariusz na Środuli), zainicjował pewnego dnia spotkanie z ks. Proboszczem Stanisławem Filipiakiem SCJ. Ksiądz Władysław wiedział, że od lat zajmuję się poradnictwem rodzinnym i liczył, że na Środuli też mogłaby powstać taka poradnia. Ksiądz Proboszcz okazał się nie tylko zatroskanym budowniczym Kościoła, ale ani na moment nie „spuszczał z oka” duszpasterskich inicjatyw. Byłam pod wrażeniem, gdy ten „zagoniony” wokół budowy Kościoła proboszcz, okazał się otwarty na nowe inicjatywy, znajdował czas na rozmowę o sprawach związanych z poradnią, a nawet dość często do poradni, pytając: „może herbaty?” lub „wszystko w porządku pani Elżbieto?” Nie byłam wówczas nowicjuszką w duszpasterstwie rodzin. Bogate, wieloletnie zaangażowanie w tej dziedzinie w diecezji lubelskiej, a potem w katowickiej, dawało mi możliwość porównania nowych warunków pracy. Te na Środuli były jedne z najlepszych. Nie chodzi tylko o wyposażenie poradni. Początkowo było ono bardzo skromne, jak wszystko co łączyło się z nową, organizującą się parafią. Księża sercanie mieszkali w ciasnocie w osiedlowym bloku, prowizoryczne były też pomieszczenia do nauki religii. W jednym z takich pomieszczeń zaczynała działalność poradnia małżeńsko – rodzinna.

Pierwsza poradnia

Jednak te zewnętrzne materialne trudności, nie były przeszkodą, by rozwinęło się wiele ciekawych propozycji. Obok stałych dyżurów w poradni, ksiądz proboszcz zgodził się, by w ramach katechezy dzieci i młodzież uczestniczyli oni w programie przygotowania do życia w rodzinie. W tamtym czasie była to zupełnie nowa i właściwie niespotykana inicjatywa. Doświadczenia w tej dziedzinie przeniosłam z diecezji lubelskiej, gdzie pełniłam między innymi funkcję Diecezjalnej Instruktorki Duszpasterstwa Rodzin. W latach 70-tych właśnie na terenie wspomnianej diecezji próbowaliśmy wcielać w życie I Instrukcję Episkopatu Polski na temat przygotowania wiernych do Sakramentu Małżeństwa. Instrukcja została wydana 12 lutego 1969 roku, w rok po ukazaniu się Encykliki Pawła VI „Humanae Vitae”. W obu tych dokumentach Kościół wyraźnie wskazuje wychowanie do małżeństwa jako szczególnie ważne zadanie duszpasterskie.

Na Środuli, poza dyżurami i spotkaniami z młodzieżą, przyszła kolej na dorosłych. Oczywiście były nauki dla narzeczonych, które przechodziły własną ewolucję. Początkowo narzeczeni byli zobowiązani uczestniczyć w naukach tzw. „Pre-Kanach” w dekanacie Zagórskim. Gdy na Środuli zaistniała poradnia, wszystkie nauki dla narzeczonych odbywały się na miejscu. Już wówczas wprowadziłam cztery spotkania tematyczne wokół zagadnień małżeńsko-rodzinnych dla poszczególnych grup narzeczonych oraz dwa spotkania indywidualne w poradni dla każdej pary. Oprócz tego ksiądz Proboszcz odbywał po dwa spotkania tematyczne z każdą grupą narzeczonych. W sumie do dziś tych spotkań z narzeczonymi jest osiem. Co ciekawe, dopiero w 2010 roku, usłyszałam o inicjatywie, że w najbliższej przyszłości podobnie prowadzone spotkania dla narzeczonych mają obowiązywać w całej diecezji.

Trudno dziś powiedzieć, kto pierwszy zaproponował spotkania z rodzicami dzieci katechizowanych na tematy wychowawcze. Podjęłam się ich prowadzenia. Okazało się, że mało kto z rodziców zaglądał do poradni, dlatego zrodziła się inicjatywa spotkań z małżonkami. Początkowo salka pękała w szwach, z czasem grupy topniały, ale coraz częściej po spotkaniach ogólnych, musiałam poświęcić sporo czasu na indywidualnie rozmowy. Nieraz bywało, że poradnia „przenosiła się w teren” – niektórzy zapraszali mnie do swoich domów, bo tam „lepiej im się rozmawiało”, czuli się bardziej „incognito”.

Wiosną 1982 roku ruszyły prace budowlane – niestety nie przy świątyni, ponieważ wciąż spierano się z władzami o projekt – tylko przy budowie plebanii, a właściwie domu zakonnego. Na parterze powstały salki katechetyczne, kancelaria parafialna i salka dla poradni. 2 października 1983 roku poświęcono plac pod budowę kościoła, a rok później poświęcono wybudowany dom zakonny. Odtąd księża zamieszkali w swoim budynku, a dzieci i młodzież mogli korzystać z normalnych sal katechetycznych. Pomieszczenie na poradnię było niewielkie, za to urządzone i wyposażone bardzo dobre. Ksiądz Proboszcz zadbał o to, aby poradnia dobrze spełniała swoje zadanie.

W nowej salce

Właściwie to wspólnie urządzaliśmy poradnię. Nowe ławki, wygodne krzesła, biurko to jakiś standard wyposażenia, ale chodziło też o atmosferę i estetykę poradni. Pojawił się mały stolik i foteliki do spotkań indywidualnych, ale też parawan zasłaniający umywalkę, firanki, kwiaty i inne drobiazgi sprawiające, że poradnia była ciepła w sensie dosłownym i w przenośni. Pamiętam że bardzo pragnęłam, aby na centralnym miejscu znalazł się piękny, duży krzyż. Wręcz bałam się o tym pomyśle rozmawiać z proboszczem, zdając sobie sprawę, jak wiele ma kłopotów, trudności i niezliczonych ważnych spraw ma na głowie przy budowie kościoła. Odważyłam się kiedyś opowiedzieć o znajomym księdzu – artyście, który wyrzeźbił m.in. piękny krzyż, który chciał sprzedać – takim sposobem ów kapłan zarabiał na remont swojej świątyni. Ks. Stanisław Filipiak SCJ początkowo jakby zapomniał o rozmowie, ale po paru tygodniach ku mojemu zaskoczeniu zapytał, czy sprawa z krzyżem jest aktualna. Uzgodniliśmy, że część funduszy na zakup krzyża musi zorganizować poradnia (ze sprzedawanych książek i materiałów prorodzinnych), a część wyłoży ksiądz Proboszcz. Kiedy duży krzyż zawisnął w poradni, byłam przekonana, że nigdzie nie ma tak pięknej poradni jak na Środuli. Potrzebne do prowadzenia zajęć w poradni były duże plansze, przy pomocy których uczyłam naturalnych metod planowania rodziny. Nie musiałam długo czekać na to, jak ksiądz Proboszcz zlecił ich wykonanie plastykowi zatrudnionemu przy parafii.

Tymczasem z budową świątyni trwały dalsze perturbacje. Komisja architektury odrzuciła kolejny, już drugi projekt, mimo zainwestowanych pieniędzy. Należało wszystko zaczynać od nowa. W międzyczasie ksiądz Proboszcz Stanisław Filipiak SCJ wykupił teren pod budowę kościoła, zapłacił odszkodowania za dwa wyburzone na tym terenie domy prywatne, przeprowadził cztery rodziny z tych domów do mieszkań na osiedlu, gromadził materiały na budowę. Problemy i kłopoty się piętrzyły, ale sprawy duszpasterskie szły do przodu. Powstawały nowe grupy, m.in. z tych , którzy mając dzieci w wieku szkolnym, brali udział w spotkaniach dla rodziców, jakie organizowałam w nowych salkach. Tematyka małżeńsko-rodzinna interesowała wielu, ale znaleźli się i tacy, którzy chcieli pogłębiać życie religijne. Powstała nowa grupa osób, którzy regularnie spotykali się, by poszerzać wiedzę religijną. Częstym gościem tych spotkań w poradni był ksiądz Proboszcz. Tak zrodził się pomysł „latającej poradni” lub „poradni terenowej”. Polegało to na tym, że osoby z naszej grupy zgłaszały problemy małżeńsko-rodzinne sąsiadów. Z różnych powodów osoby z problemami nie chciały przyjść do poradni, dlatego poradnia dosłownie przychodziła do nich. Pośredniczyły w tym osoby z naszej grupy. W ten sposób czas pracy poradni bardzo się wydłużył. Bywało, że wracałam do domu po 22:00.

Pamiętam pomoc dla jednej z rodzin, w której po śmierci matki zostało troje maleńkich dzieci i chory ojciec, któremu groziła poważna operacja. Dzieci na czas pobytu ojca w szpitalu zabrała jedna rodzina z naszej grupy, inni regularnie jej pomagali, a ja z księdzem Proboszczem organizowaliśmy wyprawy dzieci do ojca w szpitalu. Podobnych spraw było coraz więcej, problemów małżeńsko – wychowawczych też przybywało. Powoli ludzie chyba przywykli do poradni i coraz częściej przychodzili do mnie w godzinach dyżurów.

Poradnia na nowym miejscu zapełniła się regałami z książkami, po które sięgali nie tylko narzeczeni, ale dorośli i młodzież. Niejednokrotnie wypożyczenie książki było tylko pretekstem, by przyjść z problemem do poradni. Inną taką okazją przyjścia do poradni były moje kontakty z rodzicami katechizowanych 5 i 6 letnich dzieci. Na prośbę księdza Filipiaka podjęłam się katechizacji 5 i 6-latków, pod warunkiem, że na katechizacji będą obecni również rodzice. I tak rozpoczął się kolejny etap pracy poradni rodzinnej, gdyż bardzo często rodzice tych dzieci nawiązywali kontakt z poradnią: chcieli więcej wiedzieć o wychowaniu, częściej prosili o pomoc w rozwiązywaniu problemów małżeńskich.

W 1985 roku, kiedy oczekiwałam narodzin mojego trzeciego dziecka – Marysi, ksiądz Proboszcz zawiesił „poradnię terenową”. I chociaż początkowo nie bardzo zgadzałam się z tą decyzją, to bardzo szybko przekonałam się, że było to bardzo roztropne i mądre posunięcie. Miałam okazję jeszcze wiele razy doświadczyć owej roztropności księdza Filipiaka, m.in. z jego inicjatywy zostałam ubezpieczona jako świecki pracownik, w ten sposób moja dotychczasowa praca dla Kościoła przełożyła również na czas liczony do emerytury. Sama o tym wówczas nie pomyślałam i dzisiaj jestem księdzu Proboszczowi Filipiakowi za to szczególnie wdzięczna.

W 1986 roku, po urodzeniu córki i krótkim urlopie macierzyńskim, wróciłam do poradni na Środuli. Niestety, ksiądz Filipiak zachorował i w czerwcu tego roku nie bez żali, na własną prośbę, zrezygnował z prowadzenia parafii i budowy. Na jego miejsce przyszli nowi proboszczowie, najpierw ks. Antoni Sławiński, a po nim ks. Eugeniusz Lamber SCJ i ks. Zbigniew Nalepa SCJ. W kolejnych latach poradnia funkcjonowała bez zakłóceń, a kontakty z księżmi sercanami układały się bardzo dobrze. Każdy z proboszczów był zainteresowany pracą poradni, ale co szczególne chciałabym podkreślić: odczułam pełne zaufanie do mojej pracy. Mogłam zgłaszać różne problemy, prośby, inicjatywy – zawsze spotykałam się ze zrozumieniem. Po przeniesieniu poradni przez księdza proboszcza Nalepę do salki przy kościele, bardzo szybko zaaklimatyzowałam się do nowego miejsca.

W lipcu 2010 roku nastąpiła kolejna zmiana proboszcza na Środuli. Parafię objął ks. Witold Januś SCJ. Już po pierwszej rozmowie z nim wiem, że poradnia będzie funkcjonowało jak dotąd. Tak się złożyło, że w czerwcu 2010 roku. zaproponowano nam doradcom życia rodzinnego, nowe pomoce dydaktyczne do poradni. Nasza Diecezjalna Instruktorka p. Agnieszka Krajeńska, ofiarowała się pośredniczyć w korzystniejszym finansowaniu i zbiorowym zakupie tychże materiałów. Po rozmowie z Księdzem Proboszczem uzyskałam zgodę na zakup materiałów do naszej poradni. Zgłaszając zamówienie okazało się, że Środula jest jedyną poradnią, która wyraziła chęć zakupu materiałów. Od września 2010 roku. poradnia zaczęła nowy rok pracy z nowoczesnym i bardzo starannie opracowanym kompletem pomocy dydaktycznych. Pisze o tym, aby podkreślić, że Poradnia Rodzinna na Środuli nadal rozwija się, jest profesjonalna i warto do niej zaglądać.

Dzień dzisiejszy

Katolicka Poradnia Małżeńsko-Rodzinna przy parafii Podwyższenia Krzyża Świętego na Środuli znajduje się w salce przy kościele – wejście boczne przy zakrystii. Jest czynna w każdy wtorek w godz. od 17.00 do 20.00. Od godz. 17 do 17.30 zapraszam na indywidualne spotkanie małżonków, rodziców oraz młodzież. Od godz. 17.30 – zapraszam narzeczonych. W ramach przygotowania bezpośredniego do małżeństwa czyli tzw. Pre-Kany wszyscy, którzy mają zamiar w najbliższym czasie wstąpić w związek małżeński, powinni: najpierw zgłosić się do kancelarii parafialnej. Zgłoszenia należy dokonać nie później niż 3 miesiące przed planowana datą ślubu. Narzeczeni po wstępnej rozmowie z duszpasterzem, otrzymują specjalne karty, z którymi zgłaszają się do Poradni. Cztery pierwsze spotkania dotyczą tematyki miłości i wierności małżeńskiej, budowania więzi i pokonywania trudności w sytuacjach kryzysowych. Tematyce związanej z odpowiedzialnym rodzicielstwem poświęcone są indywidualne spotkania z każdą parą narzeczonych.

W okresie wakacyjnym, od lipca do września, a także we wtorki, kiedy przypada święto (również kościelne) – Poradnia nie pełni dyżurów. W takich przypadkach na drzwiach wejściowych do Poradni umieszczone są stosowne informacje.Serdecznie zapraszam do Poradni w godzinach jej funkcjonowania.

Elżbieta Ryszka